wtorek, 7 kwietnia 2009

Najpokorniejsza?

Pojawienie się w naszej rodzince drugiego dziecka wywołało niezwykłe poruszenie, do podrośniętego już chłopca dołączyła dziewczynka. Wymarzona przez tatusia piękna księżniczka. Mój syn był dumny okropnie. Gdy tylko wychodziliśmy z młodą na spacer, łapał za kołnierz każdego napotkanego kolegę i zawlekał go do wózka oświadczając dumnie – To moja siostra! Fajna, nie?!
Sielanka nie trwała jednak długo, bo nasza średnia zanim nauczyła się dobrze chodzić, nauczyła się mówić. zanim oczka otworzyła już peplała. No i objawiły się w niej cechy książęce (jak na długo oczekiwaną księżniczkę przystało). Kapryśna była jak księżniczka, awanturnicza jak księżniczka i generalnie cała jak księżniczka. Tupała swoją małą wredną nóżką i dręczyła naszego biednego pierworodnego zabierając jemu zabawki i słodycze które uwielbiała, a on ze stoickim spokojem to znosił.
Potrafiła wrzeszczeć – Mama, maaaaaaaaaaaamaaaaaaaaaaa, a on mnie bije – nie wiedząc o tym, że stoję właściwie za jej plecami i widzę jak wczepia się ze złością w nogę brata i ją zapamiętale kopie.
Do tej pory zostało w niej przeświadczenie, że brat pewnie odmówi jej pomocy, ale jak przystało na księżniczkę nie zamierza jego o nic prosić. Gdybym wiedziała, że określenie księżniczka będzie miało taki straszny wpływ na charakterek mojej córki, to nazywalibyśmy ją kopciuszkiem.

Brak komentarzy: