poniedziałek, 30 marca 2009

Palma mi odbiła :D




Udziały w różnego rodzaju konkursach i zajęciach dodatkowych były zawsze obecne w moim życiu jako element gratisowy dorzucony do dzieci. I o ile syn poprzestał na tym jedynym incydencie „konkursowym”, a później ograniczał się jedynie do prac plastycznych, zadanych „dzisiaj na ostatniej lekcji”, o tyle jego siostra poszła na całość. Już w pierwszej klasie szkoły podstawowej wyszedł z niej „diabeł”.
Okrzepnąwszy nieco w zupełnie nowym otoczeniu, zaskakiwała mnie co chwila stwierdzeniami w stylu. Mamusiu, na jutro potrzebuję ciasteczek na kiermasz, pani kazała. (podpierała się niezmiennie tym samym stwierdzeniem, a mnie się wydawało, że ta pani zamieszkała pod naszym dachem i będzie już zawsze nam mówiła co mamy robić). Jak to kazała? – zadziwiłam się uprzejmie. – No kazała – oświadczało dziecię – zapytała, która mama może upiec coś na kiermasz ciast świątecznych, to powiedziałam, że moja piecze pyszne ciasteczka.
Ciasteczka w naszym domu były zastrzeżone na święta z kilku powodów. Po pierwsze były strasznie pracochłonne, bo wypiekało całą górę. Po drugie, dzieci lubiły siadać i malować je kolorowymi lukrami, co powodowało spięcia okropne. Bo choć każdy mógł wyrazić swoje odczucia artystyczne, każdy też miał ambicję, żeby pouczać rodzeństwo w tych kwestiach. A po trzecie produkt pojawiający się w domu sporadycznie miał większe wzięcie.
Ciasteczka musiały powstać, bo córka – choć asertywna w szkole, w domu rozklejała się w każdym możliwym momencie i cały dzień mi zajmowało sklejanie jej do kupy.
Przeżyłam jeszcze sporo takich akcji – Mamo pani chce wiosny (na dostarczonym mi żółtym kawałku brystolu, miała powstać wiosna). Ja nie mam materiałów jęknęłam – Ale mamusiu, pani dała materiały. Zajrzałam do torby przyniesionej ze szkoły i moje załamanie się pogłębiło, w torbie znalazłam kilka marnych kawałków bibuły oraz kartonowe makaroniki w kolorach zgoła nie wiosennych (chyba, że bierze się pod uwagę psie pozimowe pozostałości). Wiosna też była. A później przez całe lata wbijałam mojej trójce do głów, że nie może być na ostatnią chwilę i ja zasadniczo to jestem od wspierania, a nie od robienia za nich.
Chyba zrozumieli, bo teraz oni uczestniczą w moich zajęciach wspierając mnie działaniem i słowem.
Efekt jest taki, że w tym roku ja stanęłam do konkursy palmy wielkanocnej, a młodzież w konkursie na pisankę.
Obie prace – nie bez dumy i zadowolenia pokazuję.

sobota, 28 marca 2009

Historia kurzej dupki

Jak słusznie zauważyła moja przyjaciółka kurza dupka ma kolejne wcielenie. Zainspirowana gwałtownie zbliżającymi się świętami wielkiej nocy 2008, cały swój zapał skierowałam właśnie w tę stronę. Na kartach powstawały różne rysunki baranków, kurczaczków, skorupkokurczaczków i wreszcie pojawiła się kurza dupka. Jako szkic pewnie gdzieś by zaginęła, ale postanowiłam przerobić ją na wersję bardziej nowoczesną - plik "walający" się po moim komputerze. Jednak to nie koniec prac nad nią, bo w ostatecznej wersji ma zostać urzeczywistniona, namacalna i trójwymiarowa. Jeśli kiedyś do tego dojdzie znajdzie swoje miejsce na tej stronie, a chwilowo musimy pozostać przy plaskatym wizerunku kurzej dupki zapowiadajacej nadchodzące święta.

piątek, 27 marca 2009

Zbliżają się święta i nowe wyzwania


Tak to wyglądało w ubiegłym roku
















Trochę historii

Zgodnie z obietnicą złożoną synowi i przyjaciółce staram się uzupełnić stronkę. A że w niezbyt odległej perspektywie mamy święta wielkanocne zaczynam od kurczako-jajka, które powędrowało do przesympatycznej dziewczyny. Mam nadzieję, że za każdym razem kurojaj przypomina jej o naszej rodzince.
Przy okazji robótek związanych ze świętami przypomniałam sobie jak syn zorganizował mi pewnego roku (a było to już baardzo dawno temu) zajęcie dodatkowe. Wieczór już był raczej taki późnawy, dziecię z uporem maniaka wyłaziło z łóżka wyraźnie dręczone jakąś myślą, którą wydusiło z siebie po długich namowach. Mamo – oświadczyło dumnie – zapisałem się na konkurs wielkanocny.
- Super. Pomyślałam sobie, ale zaraz moją duszę zaczął targać jakiś podejrzanie silny niepokój. Podjęłam więc dyskusję, aby wydobyć z syna tzw. konkrety.
Dziecko było już w tym momencie na skraju załamania nerwowego i opowiedziało, że praca ma być zrobiona techniką wyklejanych kuleczek bibułowych, ma mieć wymiar A3 i ma być na – JUTRO!!!
Noc była długa, palce wszystkich dorosłych obecnych członków rodziny ciężko pracowały przez całą noc, aby rano mienić się wszystkimi barwami tęczy. A kurczak wyszedł nam jak żywy. Jeszcze tylko raz dałam się wpuścić w taką imprezę – ładnych kilka lat później – przez inne dziecko (choć technika była ta sama).

czwartek, 26 marca 2009

Anioł zamieszkał u mojej kuzyneczki :D




Zrobiłam figurkę anioła, a później przyozdobiłam go techniką serwetkową. Moja Kuzyneczka jak tylko go ujrzała, natychmiast postanowiła przygarnąć. No i pojechał anioł zamieszkać z innymi aniołami

Troszkę lata w zimową wiosnę

Posted by Picasa